Lewicowy portal codziennych informacji i opinii

Klebaniuk: Nie podpalajcie teatrów!

Odstęp wiersza+- ARozmiar czcionki+- Drukuj ten artykuł
Klebaniuk: Nie podpalajcie teatrów!

Popieram protest pracowników Teatru Polskiego we Wrocławiu. Walczą nie tylko o godne miejsce pracy, lecz i o to, abyśmy mogli oglądać wybitne spektakle. O to, by sztuka pozostała wolna.

22 sierpnia rozstrzygnięto konkurs na dyrektora Teatru Polskiego we Wrocławiu. W błyskawicznym tempie, w piętnaście minut po przesłuchaniach, wybrano na to stanowisko Cezarego Morawskiego. Decyzja komisji była niejednogłośna (trzy głosy otrzymał Daniel Przastek, dramaturg współpracujący z Michałem Zadarą przy realizacji „Dziadów). Po jej ogłoszeniu  przeciwko trybowi pracy komisji protestował reżyser Krystian Lupa reprezentujący Związek Artystów Scen Polskich oraz kierownik literacki Teatru Piotr Rudzki, przedstawiciel związku zawodowego Inicjatywa Pracownicza. Ten drugi przypomniał, że elekt, który 1 września ma objąć funkcję po Krzysztofie Mieszkowskim, oprócz gry w serialach telewizyjnych zasłynął z działania, które nie rokuje dobrze finansom Teatru. Otóż w 2011 roku sąd orzekł, że gdy Morawski był skarbnikiem ZASP, dopuścił się niegospodarności, w wyniku której Związek stracił ponad 9 milionów złotych.

 

Kandydaturę Morawskiego poparł wicemarszałek województwa z PSL oraz przedstawiciel PiS-owskiego ministerstwa kultury, lecz także rządzące w mieście PO i ugrupowanie Rafała Dutkiewicza. Sprzeciwia się Nowoczesna, której posłem jest ustępujący dyrektor (nie mógł wziąć udziału w konkursie, gdyż nie spełniał wymogów formalnych). Przede wszystkim protestują jednak aktorzy i inni pracownicy Polskiego, którzy konkurs uznali za „zmanipulowany, ustawiony przez władze i łamiący zasady transparentności i uczciwości”, w związku z czym zapowiadają strajk okupacyjny i niedopuszczenie do objęcia stanowiska przez Morawskiego. Uważają, że nowy dyrektor został „przyniesiony w teczce”, nie ma kompetencji do kierowania placówką i nie przedstawił wizji jej funkcjonowania.

 

Nawet jeśli uznalibyśmy prawomocność decyzji, to warto zauważyć, że towarzyszył jej pośpiech i łamanie przyjętych norm. Zazwyczaj po rozstrzygnięciu konkursu i zmianie kierownictwa teatry mają dwa, trzy miesiące na „uporządkowanie spraw”, choć chciałyby mieć rok. Zwłaszcza, że przecież próby trwają, ustalenia z reżyserami zostały dokonane, a harmonogram przedstawień i wyjazdów wymaga kontynuacji.

 

Jak wyjaśnić fakt, że nowy dyrektor pochodzi z tak przedziwnego nadania politycznego, gdzie PiS, PSL i PO połączyły siły? Wyjaśnienia, które mnie się nasuwają są dwa. Pierwsze ma charakter ideologiczny, drugie – personalne. Zacznijmy od ideologii. Otóż Teatr Polski we Wrocławiu ma opinię transgresyjnego. Przedstawienia, szczególnie te wystawiane na Scenie na Świebodzkim, nie tylko testują formalne granice sztuki, lecz są niezmiernie krytyczne wobec rzeczywistości społecznej. Za czasów Mieszkowskiego powstały tak wybitne przedstawienia, jak choćby: „Sprawa Dantona”, „Ziemia obiecana” i „Szajba” i „Utwór o matce i ojczyźnie” (wszystkie w reżyserii Jana Klaty).  Znakomite „Dziady. Ekshumacja” Pawła Demirskiego w reżyserii Moniki Strzępki powstała w dwuleciu rządów PiS, a „Tęczowa trybuna” tego samego duetu stanowiła zjadliwą satyrę wymierzoną między innymi w panią prezydent Warszawy z PO. Wspólną cechą tych przedstawień była mniej lub bardziej otwarta kontestacja rzeczywistości, niekiedy relacji międzyludzkich, kiedy indziej hipokryzji władzy i niesprawiedliwości systemu politycznego. Konserwatywni widzowie nie mogli być zadowoleni z tych przedstawień, a tak zwane prawicowe wartości bliskie liderom partii wymienionych na początku akapitu wystawiane były przez artystów TPl na ciężką próbę.

 

Teatr pod kierownictwem Mieszkowskiego zbierał nagrody, jeździł po świecie, a jako placówka wielokrotnie uznawany był przez środowisko za najlepszy w Polsce. Jednocześnie przez lata to tlił się, to wybuchał konflikt z władzami województwa, a w w 2012 roku eseldowski wicemarszałek Radosław Mołoń stał się nawet z imienia i nazwiska bohaterem interwencyjnego spektaklu „Czy Pan to będzie czytał na stałe?” Marzeny Sadochy w reżyserii Michała Kmiecika. Już wtedy pozycja dyrektora Mieszkowskiego artystycznie była przednia, politycznie zaś – niepewna. Władze próbowały go usunąć, a ja pytałem w lewicowym wówczas (krótko) „Przekroju”: „Czyżby wiosną 2012 r. czekała nas swoista powtórka z marca ’68 – ingerencja władz w autonomię sceny?” Niestety, okazało się, że finał sprawy, jeśli to jest finał, ma miejsce obecnie. Zapewne konflikt wokół „Śmierci i dziewczyny”, którą wicepremier Piotr Gliński niesłusznie posądził o nieobyczajność i nakazał zdjąć z afisza, przyczynił się do wydania wyroku na niepokorny teatr i jego lidera. Władza, zwłaszcza władza autorytarna, nie znosi, gdy nie jest się wobec niej uległym i grzecznym.

 

Dalekie mi są niektóre idee, których Krzysztof Mieszkowski broni jako jeden z liderów Nowoczesnej. Zabieranie biednym i dawanie bogatym, co z taką ostentacją postulowała ta partia w programie wyborczym, wydaje mi się głęboko niemoralne. Jednak jako dyrektor teatru sprawdził się Mieszkowski doskonale: potrafił dać przestrzeń artystycznej wolności nie tylko artystom tak uznanym, jak Krystian Lupa, lecz także kontrowersyjnym, jak Jan Klata, czy jawnie lewicującym, jak Demirski i Strzępka.

 

Teatr Polski zapewniał przez ponad dekadę ofertę teatralną nie tylko ambitną, lecz także rozrywkową, czemu w dużej mierze służyła Scena Kameralna. Stał się ikoną teatru dobrego i wszechstronnego. Nic dziwnego, że nie tylko aktorzy, lecz i widzowie protestują przeciwko politycznemu zamachowi na jego autonomię. Trudno bowiem oczekiwać, aby pod rządami Cezarego Morawskiego ambitna linia realizowana na Świebodzkim, a także – w dużej mierze na Scenie im. Grzegorzewskiego przy Zapolskiej (wspomnijmy choćby monumentalne, wystawiane w całości „Dziady” w reżyserii Michała Zadary), została zachowana. Teatr z nadania PO-PiS-u i PSL-u ma szansę stać się w najlepszym razie nijaki, w najgorszym zaś – aktywnie kołtuński i wsteczny.

 

Popieram więc protest pracowników Teatru Polskiego we Wrocławiu i zachęcam do popierania. Walczą nie tylko o godne miejsce pracy, lecz i o to, abyśmy my, wrocławianie, i goście przyjeżdżający do naszego miasta mogli oglądać wybitne spektakle. O to, by sztuka pozostała wolna. A jeżeli nie wszystkim taki teatr odpowiada, to cóż… Sparafrazuję słowa jednego z politycznych buntowników późnego PRL-u: „Nie podpalajcie teatrów, zakładajcie własne”.

 

Pozostaw swój komentarz

<

PRZYSZŁOŚĆ DEMOKRACJI #EuropeanTownHall Meeting 2018

Odwiedź nas

twitter

POLECAMY