Lewicowy portal codziennych informacji i opinii

Kongres SPD: zielone światło dla rozmów z chadekami [Korespondencja z Berlina]

Odstęp wiersza+- ARozmiar czcionki+- Drukuj ten artykuł
Kongres SPD: zielone światło dla rozmów z chadekami [Korespondencja z Berlina]

„Nie musimy rządzić za wszelką cenę, ale nie możemy też za wszelką cenę nie chcieć rządzić” – mówił Martin Schulz podczas kongresu niemieckiej socjaldemokracji. Specjalnie dla portaltrybuna.pl zjazd SPD relacjonuje Adam Traczyk, prezes think tanku Global.Lab.

Jak wykorzystać kadencję w opozycyjnych ławach do odnowy tkwiącej w kryzysie partii? Z tym pytaniem mieli się zmierzyć delegaci na  kongresie Socjaldemokratycznej Partii Niemiec (SPD). Jednak za sprawą fiaska rozmów koalicyjnych pomiędzy CDU/CSU, Zielonymi i liberałami z FDP, na agendzie stanęło pytanie, czy – wbrew wcześniejszym deklaracjom – podjąć z chadekami rozmowy w sprawie ewentualnego utworzenia koalicji rządowej.

Słuchając przemówienia przewodniczącego SPD Martina Schulza trudno było oprzeć się wrażeniu, że gdyby prowadził swoją kampanię z podobnym zaangażowaniem i przekonaniem, to dziś mógłby być kanclerzem. W swoim przemówieniu skupił się na kwestiach programowych, a aplauz delegatów i licznych gości kongresu (otwartego dla wszystkich zainteresowanych) wzbudziły ambitne pomysły reformy Unii Europejskiej, apel o wzmocnienie praw pracowniczych w czasach digitalizacji, chęć zwiększenia inwestycji w edukację i docenienie wykształcenia zawodowego czy wezwania do stanowczej walki ze zmianami klimatycznymi. Schulz obficie wylewał miód na serca delegatów podkreślając znaczenie socjaldemokratycznych wartości w zmieniającym się świecie. Nie zabrakło jednak i gorzkich i samokrytycznych słów: „Za naszą sytuację nie odpowiada Angela Merkel, ani wielka koalicja, neoliberalizm czy media. Za stan naszej partii odpowiadamy my sami”, mówił Schulz. Gdy skończył, w większości nagrodzono go owacjami na stojąco (na swoich miejscach pozostali m.in. przedstawiciele SPD z Nadrenii-Północnej Westfalii).

Wprowadziwszy delegatów w dobry nastrój, dopiero na samym końcu przemówienia poruszył najbardziej palący temat – wniosek o zgodę na rozpoczęcie rozmów z chadekami. Tymczasem, zarówno tuż po wyborach 24 września, jak i tuż po rozerwaniu przez FDP 19 listopada rozmów w sprawie koalicji jamajskiej (określenie pochodzi od kolorów partyjnych chadeków, liberałów i Zielonych Schulz nie pozostawiał wątpliwości, że SPD nie wejdzie kolejny raz do wielkiej koalicji. Jego reakcja na najgorszy wynik wyborczy socjaldemokratów od czasów Republiki Weimarskiej (20,5%) wpisywała się w nastroje panujące w partii zmęczonej, osłabionej i sfrustrowanej rolą junior-partnera Angeli Merkel. Na kongresie Martin Schulz miał przedstawić wizję odnowy partii i poddać się weryfikacji po tym jak na fali powszechnej euforii został w marcu tego roku wybrany na przewodzącego uzyskując 100% głosów.

Jednak w obliczu kryzysu rządowego, ryzyka nowych wyborów i presji m.in. ze strony wywodzącego się z SPD prezydenta Franka-Waltera Steinmeiera apelującego o wzięcie odpowiedzialności za państwo socjaldemokraci stopniowo rewidowali jednak swoje stanowisko. Efektem tego zwrotu było przedłożenie przez prezydium partii projektu uchwały pozwalającej na rozpoczęcie rozmów z chadekami z  zastrzeżeniem, że nie przesądza się o pożądanym wyniku negocjacji. „Nie musimy rządzić za wszelką cenę, ale nie możemy też za wszelką cenę nie chcieć rządzić”, brzmiało przesłanie Schulza. „Odnowić SPD można zarówno będąc w koalicji, jak i opozycji”, wtórowała mu szefowa frakcji SPD w Bundestagu Andrea Nahles. Ostatecznie zdecydowana większość z 600 delegatów przychyliła się do stanowiska przywództwa partii, odrzucono natomiast uchwałę młodzieżówki SPD Jusos wykluczającą z góry zawarcie wielkiej koalicji.

Pierwsze rozmowy pomiędzy socjaldemokratami a chadekami mają odbyć się już w najbliższą środę. Czy to oznacza, że sprawa koalicji jest przesądzona? W żadnym wypadku. W kuluarach kongresu można było bez trudu znaleźć zwolenników każdej możliwej opcji – zawiązania wielkiej koalicji, przejścia do opozycji i tolerowania rządów mniejszościowych, rozpisania nowych wyborów czy utworzenia koalicji kenijskiej z chadekami i Zielonymi. W trakcie poprzedzającej głosowanie wielogodzinnej, polemicznej debaty wielu delegatów dało upust swojemu sprzeciwowi wobec ponowieniu wielkiej koalicji. Wybrani do zarządu partii premier Nadrenii-Palatynatu Malu Dreyer, przewodnicząca bawarskiej SPD Natascha Kohnen i lider SPD z Hesji Thorsten Schäfer-Gümbel również opowiadali się za przejściem do opozycji i ewentualnym popieraniu rządu mniejszościowego w sprawach wymagających szerokiego konsensusu jak choćby reformy Unii Europejskiej.

Także sama uchwała nie pociąga żadnych automatyzmów w kwestii zawarcia koalicji, co wielokrotnie podkreślał sam Schulz. O podjęciu ewentualnych, formalnych rozmów koalicyjnych zadecydować miałby natomiast kolejny nadzwyczajny kongres (mógłby się odbyć najwcześniej w styczniu), a jeśli doszłoby do wynegocjowania umowy koalicyjnej, to podlegać ona będzie referendum, w którym udział będą mogli wziąć wszyscy członkowie SPD. Tymczasem wielką koalicję popiera tylko 46% zwolenników SPD – wśród uprawnionych do głosowania w referendum członków partii ta liczba mogłaby być jeszcze mniejsza.

A czego życzą sobie sami Niemcy? Wydaje się, że są równie podzieleni jak SPD. Z jednej strony 45% Niemców uważa, że wielka koalicja jest dobrym rozwiązaniem (wzrost o 8 punktów procentowych w stosunku do początku listopada). Jednocześnie bardzo szybko rośnie akceptacja dla rządów mniejszościowych, gdyby nie udało się osiągnąć porozumienia: Na początku listopada aż 75% Niemców wolało nowe wybory niż rządy mniejszościowe, dziś nieznaczna większość opowiada się za tą druga opcją (51-45).

Oprócz decyzji w sprawie koalicji, kluczowe w kontekście przyszłości niemieckiej socjaldemokracji (a w kontekście rosnącego poparcia skrajnie prawicowej Alternatywy dla Niemiec może i niemieckiej demokracji) pozostaje pytanie o długofalową wizję odnowy partii. Schulz w swoim przemówieniu deklarował, że wie do czego SPD jest w dzisiejszych czasach potrzebna. Zaufało mu 81,9% delegatów, co jest solidnym wynikiem. Już w najbliższych tygodniach będzie musiał udowodnić, że – mimo wyborczej porażki – jest właściwym człowiekiem na właściwym miejscu.

ADAM TRACZYK

Autor jest ekspertem w dziedzinie stosunków międzynarodowych, znawcą niemieckiej politykiem, prezesem think tanku Global.Lab.

Pozostaw swój komentarz

<

PRZYSZŁOŚĆ DEMOKRACJI #EuropeanTownHall Meeting 2018

Odwiedź nas

twitter

POLECAMY