Lewicowy portal codziennych informacji i opinii

Miłość w czasach patriarchatu

Odstęp wiersza+- ARozmiar czcionki+- Drukuj ten artykuł
Miłość w czasach patriarchatu

Park Chan-wook powraca z nowym filmem. Recenzja Marka Nowaka.

Park Chan-wook powraca z nowym filmem. Twórca „Trylogii Zemsty” („Pan Zemsta”, „Old boy”, „Pani Zemsta”) oraz stylowego horroru „Stoker” tym razem postanawia spróbować sił w kostiumowym melodramacie.

Ostrożnie, pożądanie

Przebiegły oszust (przesadnie „zagrywający się” Jung-woo Ha) pragnący za wszelką cenę awansu społecznego, postanawia uwieść dziedziczkę fortuny, piękną Japonkę, Hideko (intrygująca Min-hie Kim), która pozostaje w niejasnej relacji z perwersyjnym wujem (przerażająco-groteskowy Jin-woong Jo) rozmiłowanym w libertyńskiej literaturze Markiza de Sade’a. W osiągnięciu celu liczy na pomoc wspólniczki (zjawiskowa Tae-ri Kim), która udając służącą ma zdobyć zaufanie Hideko i przekonać ją do małżeństwa z fałszywym hrabią. Sprytny plan pokrzyżować może jednak uczucie, które rodzi się między kobietami.

Gra pozorów

W najnowszym dziele Koreańczyka słowo „kostium” wydaje się kluczem. Film przebrany jest w najróżniejsze kostiumy: dramatu kostiumowego, lesbijskiego love story, mrocznego thrillera, gotyckiego horroru, a nawet filmowej baśni.

Jednak nie o zabawę konwencjami gatunkowymi tu chodzi. „Kolaż” z gatunków filmowych stanowi dla reżysera jedynie „kostium”, by opowiedzieć historię o kobiecej emancypacji. W istocie „Służąca” jest więc feministycznym manifestem. Główna bohaterka pod maską sprytnej i bezwzględnej oszustki skrywa kruche i spragnione miłości wnętrze. W pułapce wykluczenia ekonomicznego stara się desperacko walczyć o awans społeczny nawet za cenę zostania trybikiem w skonstruowanej przez kogoś innego machinie. W innej, choć bardzo podobnej pułapce jest Hideko. W zdominowanym przez patriarchalne stosunki społeczne świecie nawet majątek nie daje emancypacji. Wielka posiadłość dziedziczki nie jest azylem, lecz więzieniem, a pieniądze nie dają wolności, gdyż Hideko, będąc kobietą niezamężną, nie może nimi samodzielnie dysponować. Nawet ona, silna i niezależna, musi być zdana na łaskę mężczyzn.

Wątek klasowy

Poza wątkiem genderowym w filmie istnieje wątek klasowy. Zasadniczo wszyscy bohaterowie wywodzący się z nizin społecznych są sportretowani dużo lepiej niż zła i zepsuta arystokracja. Nawet cyniczny oszust, Fujiwara, w ostatecznej konfrontacji ze zboczonym wujem Hideko i jego zdegenerowanymi klientami zdaje się być spragnionym miłości nieszczęśnikiem, któremu życie dało w kość o kilka razy za dużo. Czy zatem praca uszlachetnia, a posiadanie dehumanizuje? To jeden z ciekawszych wątków opowieści, który nie doczekał się należytego rozwinięcia.

Kultura jako opresja

Źródłem opresji kobiet w filmie Park Chan-wooka jest kultura. Jest ona również „kostiumem”, w który ubrany jest brzydki i oparty na systemowej opresji patriarchalny świat. Symbol przekazywanej z pokolenia na pokolenie wiedzy, za jaki można uznać starą bibliotekę, której „bram” strzeże wąż, a „ignoranci nie mają tu wstępu”, jest w istocie symbolem kobiecego zniewolenia. Bez jego zniszczenia nie może się dokonać emancypacja.

W jednej z najlepszych scen w filmie główna bohaterka oprowadzana po posiadłości dziedziczki słyszy, że posiadłość została zbudowana w dwóch stylach, które nigdy się nie spotykają – angielskim i japońskim. Nie spotykając się i będąc odmienne, razem tworzą jedną całość, która jest więzieniem dla bohaterki – kobiety. Więzieniem, które jest wytworem zarówno wschodniej jak i zachodniej kultury.

Kolejny ważnym wątkiem poruszonym przez reżysera jest kolonizacja. Widać we wspomnianej scenie – style architektoniczne z których zbudowana jest posiadłość są stylami dwóch państw kolonizatorskich. Jednak nie tylko architektura jest tu kolonialna – również mentalność. Na pytanie dlaczego chciałby zostać Japończykiem jeden z bohaterów odpowiada: „Korea jest brzydka, a Japonia jest piękna”. Jak często w dyskursie postkolonialnym mamy chęć awansu klasowego (rozumianego przez symboliczne włączenie do „klasy panującej”) ubraną w szaty dyskursu estetycznego. Mamy więc w filmie Park Chan-wooku trzy osie dominacji: klasa, gender i kultura wywodząca się z  kolonizacji.

 

Czy kultura zawsze musi być wobec kobiet opresyjnym nośnikiem patriarchatu? Tu można mieć wątpliwości. Jednak żyjemy w czasach, gdy coraz częściej „maczyzm” chowa się za kulturę. Przeciwnicy ratyfikacji przez Polskę Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej powoływali się właśnie na „sprzeczność konwencji z polską kulturą”. Wszelkie „wojny z gender” i polityką równościową przebrane są za walkę „w obronie kultury i tradycji”. Tymczasem nie każda tradycja jest patriarchalna, nie każdej też należy bronić.

Nieuchronna konfrontacja?

W wizji Park Chan-wooka jest istotna słabość. Koreański reżyser zawsze był pesymistą i nigdy nie wierzył w człowieka, stąd wszelkie konflikty w jego filmach zawsze musiały kończyć się krwawą konfrontacją. Walka o emancypację przybiera u niego charakter genderowej konfrontacji – ostatecznie każdy mężczyzna w niej jest nieprzyjacielem i tylko przemoc może być wyzwalająca. Takie postawienie sprawy wydaje mi się jednak przesadnie zawężające. Kobiety i mężczyźni nie muszą być wrogami, bo naszym wspólnym wrogiem jest patriarchat, który wszystkich wrzuca w okowy zniewalającej normatywności. Moja refleksja jest jednak mało widowiskowa i jakże mało filmowa.

Ocena: 8/10

MAREK NOWAK

Pozostaw swój komentarz

<

PRZYSZŁOŚĆ DEMOKRACJI #EuropeanTownHall Meeting 2018

Odwiedź nas

twitter

POLECAMY