Lewicowy portal codziennych informacji i opinii

Radosław Czarnecki: Polsko – ukraińskie korowody z historią

Odstęp wiersza+- ARozmiar czcionki+- Drukuj ten artykuł
Radosław Czarnecki: Polsko – ukraińskie korowody z historią

Radosław Czarnecki o polskim kolonializmie oraz szowinizmie OUN/UPA.

Namolny i bałwochwalczo uprawiany kult tradycji jest starszy niż faszyzm ale jest jednocześnie flagą każdej kontrrewolucji, zwłaszcza jeśli chodzi o religijny integryzm. Dziś jest to figura, która pod płaszczykiem quasi-liberalizmu (neoliberalizm jest karykaturą tego co rozumie się pod pojęciem klasycznego liberalizmu) chce – i w dużej części się jej to udało – zanegować osiągnięcia modernizmu i Oświecenia. Chce powrócić do świata monolitycznego i podporządkowanego właśnie owemu dogmatycznemu kultowi tego co było, a które już nie przystaje do „dziś”.

Zdjęliśmy co prawda żupany, odpięliśmy

 karabele, zrzuciliśmy kontusze, ale

mentalność i umysły pozostały

sarmackie, kontrreformacyjne, kolonialne.

Radosław S.  CZARNECKI

Polsko-ukraińskie relacje są niezwykle skomplikowane jak wszystkie tego typu stosunki na Wschodzie Europy. Z wielu względów – m.in. z racji polskiego dziedzictwa kolonialnego jakie uprawialiśmy na tamtych terenach poczynając od 1569 roku (Unia Lubelska) kiedy to przyłączone zostają do Korony cztery województwa wchodzące do tej pory w skład Wielkiego Księstwa Litewskiego: kijowskie, bracławskie, wołyńskie i podolskie (wcześniej taki sam los spotkał województwo podlaskie). Badania nad polskim kolonializmem, prowadzone w sposób krytyczny i obiektywny, bez nacjonalistycznych zadęć i post-jagiellońskiej megalomanii, w zasadzie nie istnieją. Nie są nimi mainstreamowe „zadęcia” i pseudo-naukowe przedsięwzięcia starające się budować wspólne relacje polsko-ukraińskie na anty-komunizmie i podgrzewanej, a obecnej w polskim imaginarium, „rusofobii”. Polskie dziedzictwo na tych terenach jest naznaczone tym samym piętnem kolonialno-imperialnym co obecność rosyjska. Ale też nie wolno – może przede wszystkim – przemilczać (w imię mitomańskiej wiary w rację, iż „wróg mojego wroga automatycznie jest moim przyjacielem” – przyjacielem nawet nie sojusznikiem – bez względu na okoliczności) pewnych wyjątkowo szkodliwych i toksycznych zjawisk po stronie przyjaciela i sojusznika – czyli Ukrainy – a  jakim prezentuje nam go bezkrytycznie mainstream. Chodzi o faszystowsko-szowinistyczną przeszłość nierozłącznie związaną z historią tych obszarów. Chodzi o dziedzictwo UPA / OUN i liderów tego ruchu, tzw. „bohaterów” jakim ich widzi część establishmentu i społeczeństwa Ukrainy. A za nimi podąża – bezkrytycznie i bezrefleksyjnie – spora część nadwiślańskiego, demo-liberalnych elit.

Oczywiście przy dzisiejszej bezkrytycznej i apologetycznej (z racji anty-peerelizmu i antykomunizmu) gloryfikacji tzw. „Żołnierzy Wyklętych”, a zwłaszcza  faszyzujących formacji NSZ przez część wspomnianych elit, problem faszyzmu leżącego u źródeł ideologii UPA / OUN jest zagadnieniem nie do przekroczenia (w wymiarze intelektualnym, historycznym, politycznym, kulturowym itd.). Chyba, iż przyjmie się za normę i pewnik, historycznie i politycznie uzasadnioną polityczną poprawnością  rojenia niektórych przedstawicieli nadwiślańskiego mainstreamu (a takie głosy są liczne i nie można ich lekceważyć), że w 1939 roku winniśmy byli przyjąć propozycje Hitlera, przystąpić do sojuszu „państw osi” i iść razem z nimi na Moskwę. Tak bowiem również uważali twórcy ideologii OUN/UPA, jej liczni akolici i praktyczni wykonawcy.

To jest po prostu opowiedzenie się tych dzisiejszych, nadwiślańskich Quislingów za Europą faszystowsko-nazistowską. Tego wątku nie warto kontynuować, choć jest on logiczną i spójną koncepcją wynikającą z narracji prowadzonej przez cześć nadwiślańskiego, prawicowo-neoliberalnego mainstreamu.

Ale współczesna, pisowska wersja polityki wschodniej (w stosunku do Ukrainy), też wykazuje brak spójności, logiki i koherencji. Przerzucanie się – w polityce zagranicznej – od przysłowiowej „ściany do ściany” (a tak jest w przypadku polskiego stanowiska wobec Ukrainy i wszystkich wydarzeń na Wschodzie Europy) może być postrzegane jako dziecinada, infantylizm i absolutny, dyplomatyczny nie-profesjonalizm.  Próba wpływania na decyzje suwerennych władz w Kijowie – cokolwiek by na ten temat sądzić i jakkolwiek by to oceniać – jest absolutnym nieporozumieniem i dyplomatycznym  faux  pas, trącącym zachowaniami kolonialno-imperialnymi (gdyż np. nadal funkcjonujące powiedzenie na wschodzie Europy „polskije pany” ma wyraźnie pejoratywny wymiar i postfeudalne konotacje), paternalistycznymi i megalomańskimi. Ten ton i ten sposób uprawiania polityki wschodniej przez elity III RP miały – w mniejszym lub większym stopniu, w zależności od czasu czy proweniencji rządzącej ekipy – zawsze formę „fobiczną”, paternalistyczną, megalomańską i jednocześnie w mniej lub bardziej wyklarowanej formie – antyrosyjską.  Przez „rusofobię”, „ukrainofobię” (która dziś wzbiera także nie tylko z racji prowadzonej do tej pory polityki wedle tzw. political correctness, ale przede wszystkim z przyczyn ekonomicznych) itd. rozumiem  nasz stosunek do wszystkich wschodnich sąsiadów, mający konotacje w tradycji ziemiaństwa i stąd wywiedzionej pańskości oraz post-kolonialnej wyższości, cywilizacyjno-kulturowego paternalizmu.

W Polsce przedwrześniowej inklinacje pro-faszystowskie charakteryzowały znaczną część zwolenników endecji. Z czasem także sanacji. Nie warto przypominać – bo są powszechnie znane choć dziś wstydliwie przemilczane z racji swych brunatnych konotacji – wyczyny i projekty wobec wszystkiego co nie mieściło się „w polskim, narodowym żywiole” mającym stanowić o polskim państwie. Wystarczy przypomnieć tylko akcję przejmowania prawosławnych i grecko-katolickich cerkwi przez państwo polskie na Lubelszczyźnie, Chełmszczyźnie i Wołyniu w czasach II RP (zwłaszcza w latach 30-tych). Szkody wówczas poczynione nie-katolickim obywatelom II RP, w ich pamięć i świadomość zapadły na długo. Bezmyślne bestialstwo i barbarzyństwo – burzenie cerkwi, bluźniercze poniżanie liturgicznego ich wyposażenia, liczne przypadki fizycznego znęcania się przez wojsko oraz policję nad protestującymi przeciwko takim poczynaniom władz, zakwitło potem reakcjami, cynicznie wykorzystywanymi przez faszystów ukraińskich. To był jeden z elementów składowych rzezi wołyńskiej,  zakwitłej na gruncie brutalnego podeptania symboliczno-religijnego etnosu jaki stanowiła ludność nie-katolicka na tzw. Kresach w II RP.

Maria Dąbrowska zapisała wtedy w swych „Dziennikach”: „.. Biedny Wołyń. Zostaną po nim tylko Hrynki o których głośno w Europie. Wojsko polskie w roli polskich Krzyżaków nawracających postrachem i przekupstwem z prawosławia na katolicyzm. Moralna ohyda, głupota, obłęd za który Polska ciężko płacić będzie”. I zapłaciła.

O „rzezi wołyńskiej” trzeba mówić tak jak pisze prof. Bronisław Łagowski oraz jak wymaga tego prawda historyczna i logika (a nie pokrętna i pełna meandrów narracja): reprezentanci UPA / OUN byli takim samym faszystami jak niemieccy naziści, chorwaccy ustasze, faszyści Franco i duce, kumple Quislinga, faszyści z Belgii, Słowacji, Węgier czy Rumunii. I w tej właśnie mierze żadnej gloryfikacji tych ruchów być nie może. Rzeź wołyńska była prostą drogą wywiedzioną z ideologii faszystowskiej której hołdowały OUN / UPA. Koniec, kropka.

Polscy faszyści zwani elegancko narodowcami (bo gdzież by w tak religijnym i nieludzko doświadczonym przez historię i bogobojnym „od zawsze” narodzie mogłyby funkcjonować ideologie takie jak faszyzm)  –  w Polsce przedwrześniowej był to ONR oraz organizacje zbliżone do niego doktrynalnie, ideologicznie, grupujące ludzi o takiej mentalności lecz i wielu zwolennikom sanacji podobały się „rządy twardej ręki” i sprzyjali oni faszyzacji kraju przez określone ustawodawstwo oraz działania – po prostu nie mieli dostatecznych możliwości (jak ich wspomniani chorwaccy, węgierscy, słowaccy, hiszpańscy czy włoscy kompanii) dla pełnego rozwinięcia swych „ brunatnych skrzydeł”.  Chodzi oczywiście o pełną praktykę sprawowania rządów.

RADOSŁAW S. CZARNECKI

Pozostaw swój komentarz

<

PRZYSZŁOŚĆ DEMOKRACJI #EuropeanTownHall Meeting 2018

Odwiedź nas

twitter

POLECAMY