Lewicowy portal codziennych informacji i opinii

Radosław Czarnecki: Quo vadis Kosowo?

Odstęp wiersza+- ARozmiar czcionki+- Drukuj ten artykuł
Radosław Czarnecki: Quo vadis Kosowo?

Kilka dni temu minęła 10. rocznica proklamowania niepodległości Kosowa. O sytuacji tego państwa pisze Radosław Czarnecki.

Kieruje nami w Europie klasa polityczna

składająca się z analfabetów. Gardzą historią

i socjologią, więc się ich nie uczą. To ludzie partii

lub kapitału bez  kontaktu z rzeczywistością.

Artur PEREZ-REVERT (pisarz hiszpański)

 

 

17 lutego minęła 10 rocznica od ogłoszenia przez kosowskich Albańczyków niepodległości. Faktycznej i ostatecznej, gdyż przez poprzednie kilka lat była to suwerenność  formalna – rozdział z Serbią nastąpił po interwencji NATO na Bałkanach bez mandatu opinii międzynarodowej – ale nie zadekretowana. Flag i fanfar nie był. Tylko w środowiskach nacjonalistów albańskich po obu stronach granicy strzelały szampany i ….. kałasznikowy. Tego akurat asortymentu – broni różnej maści i kalibru – w Kosowie, najbiedniejszym quasi-państewku Europy (nawet jak na standardy bałkańskie Kosowo jest przeraźliwie biedne) nie brakuje. Mimo upływu dekady niepodległości administracja w lwiej części importowana jest nadal z Europy (UNMIK i EULEX), budżet w ponad 90 % pochodzi z dotacji lub subwencji dekretowanych przez instytucje UE. No i „brudne pieniądze” pochodzące z niezwykle skutecznej i nieprzeniknionej mafii powiązanej z klanowym system życia Albańczyków tak w kraju i na emigracji, na co wpływają specyficzny język i odwieczne zasady charakterystyczne dla tej  struktury.

Kosowo, quasi-państwo to kraj ponad 2 milionowej populacji Albańczyków gdzie ponad 48 % ludzi w wieku produkcyjnym nie ma pracy (w tej masie jest ponad 76 % ludzi młodych poniżej 25 roku życia), gdzie ponad 37 % populacji żyje w biedzie (poniżej progu ubóstwa za 1,42 euro dziennie), zaś prawie 20 % – w biedzie ekstremalnej (poniżej 93 euro-centów dziennie). To kraj z którego od początku 2015 roku co miesiąc wyjeżdża, emigruje, ucieka (w różny sposób) około 20 000 ludzi. I odbywało się to zanim ruszył potok ludzi z Libii, Sahelu i Erytrei (przez Morze Śródziemne do Włoch) czy z Syrii, Iraku, Jemenu, Afganistanu i Kurdystanu przez Bałkany.

Kosowo to quasi-państwo, gdzie elity wywodzące się z szeregów walczącej o „wolność i demokrację” (jak powszechnie zapewniali w zachodnich mediach politycy i komentatorzy) UҪK (Armia Wyzwolenia Kosowa) podzieliły terytorium Kosowa na mafijne strefy wpływów i czerpią korzyści z przemytu broni, papierosów, narkotyków, ludzi (do tej pory były to głównie młode kobiety dostarczane do domów publicznych zlokalizowanych na zachodzie Europy i w bogatych państwach arabskich, zaś dziś ten proceder przeniósł się na rzesze uchodźców którzy zmuszeni są – jeśli wybierają drogę lądową przez Bałkany – wędrować przez Kosowo), oszustw finansowych itd. Tak przepadły miliardy euro kierowane na pomoc dla Kosowa, a które w porozumieniu z kosowskimi klanami mafijnymi zdefraudowali urzędnicy oddelegowani z Brukseli do pomocy w organizowaniu administracji kosowskiej na wzór europejski. Na wielu reprezentantach elit Kosowa, zajmujących eksponowane stanowiska rządowe i parlamentarne, ciążą bardzo poważne zarzuty  sformułowane oficjalnie przez Carlę del Ponte, specjalnego wysłannika Brukseli – Clinta Williamsona  czy szwajcarskiego senatora Dicka Marty’ego (którzy zajmowali się profesjonalnie tymi problemami): handel narządami ludzkimi pobranymi od osób porwanych czy zamordowanych w tym celu podczas irredenty w Kosowie (proceder ten dotyczył głównie Serbów kosowskich oraz Romów, ale też tych Albańczyków którzy nie godzili się z polityką UҪK).

Powszechna nędza powoduje, iż rynek narządów potrzebnych do przeszczepu w klinikach na Zachodzie, USA czy Izraelu posiada w Kosowie spory potencjał (w tym biznesie – są to oczywiście dane szacunkowe – Kosowo dzierży prym w Europie).    Mafijne miliony widać w Kosowie gołym okiem: w kraju o powierzchni niewiele większej od polskiego województwa działa ponad 1000 stacji benzynowych, świecących pustkami. Obok stoi nierzadko kilkupiętrowy hotel, też zazwyczaj pusty. Pralnie brudnych pieniędzy …….W tym kraju działa ponad 30 państwowych wyższych uczelni, rozdających nic nie warte dyplomy. Zezwolenia wydaje Ministerstwo Edukacji, za symboliczną kwotę datku na rzecz ministra – która jest tajemnicą poliszynela – 50 000 euro.

Obecnie poczęto inaczej patrzeć i mówić o sprawie wsi Raczak. To od tej rzekomej zbrodni na kosowskich wieśniakach nagłośnionej odpowiednio przez media (de facto byli to polegli w boju z serbską policją bojownicy UҪK) od której NATO rozpoczęło naloty na Serbię. Otwarcie mówi się o celowo zorganizowanej akcji ze strony bojowników kosowarskich celem sprowokowania tej interwencji. Co z tym fantem w takim razie zrobić ? Mleko się rozlało, problemu nie ma, albo go nie zauważamy. O moralności czy tzw. dobrych obyczajach (bądź jakimkolwiek zadośćuczynieniu – w formie dementi czy przeprosin) nikt nawet nie wspomina.

W pespektywie dekady trwania kraju zwanego Kosowem, który nie potrafił wykształcić elit zachowujących przynajmniej w drobnym stopniu standardów w europejskim mniemaniu i który bardziej w swym jestestwie przypomina Somalii, Libię (po obaleniu pułkownika Kaddafiego) czy kilka jeszcze krajów afrykańskich – pod względem funkcjonowania oraz tzw. jakości życia – rodzi się pytanie o sens, logikę i polityczne efekty (nie wspominając o kosztach) tego eksperymentu, który skomasować można w określeniu:  jeden naród – dwa kraje.

Zwrócić pragnę jednak uwagę na kolejne dwa inne aspekty bezpośrednio związane z Kosowem, a pomijane w dyskusjach dotyczących uchodźców. Mafia albańska jest jak podają źródła jedną z najlepiej zorganizowanych narodowo-klanowych struktur tego typu w Europie i USA. Opiera się o więzy klanowe, gdzie  jak we wszystkich społecznościach o tradycyjnym i konserwatywnym rodowodzie – przykłady z innych rejonów Bałkanów, a przede wszystkim z południa Włoch, Sycylii i Sardynii, także Korsyki, Kaukazu, interioru Turcji potwierdzają tę regułę – nie werbuje  się członków. W nich trzeba się urodzić, być w jakimś sensie spokrewnionym z bossami klanu. Klany albańskie rządzą się specyficznym kodeksem honorowym zwanym Kanuni i Lekë Dukagjinit. Regulował on w przeszłości najdrobniejsze szczegóły wszelkich sfer życia zbiorowego i prywatnego, poczynając od sposobu i form przywitania gościa w domu, przez model wypasania owiec w górach (znaczna część Albanii i Kosowa to tereny górskie i górzyste przedgórza, gdzie hodowla od wieków stanowiła podstawę egzystencji miejscowej ludności obok przemytu, kontrabandy i wypraw łupieskich na południe, do Epiru), korzystania z wody której w tych regionach zawsze brakowało, po zasady wendetty. Od XIX wieku Kanuni powoli zanika. Ostateczny cios zadają mu rządy komunistów w Albanii i Jugosławii, choć niektóre elementy – zwłaszcza te które mówią o krwawej zemście w razie śmierci w wyniku zabójstwa członka klanu, podległości i hierarchii w klanie oraz zachowania tajemnicy – funkcjonują nadal. Do tego dochodzi specyficzny język – albański to mowa wyalienowana z rodziny języków indoeuropejskich, nie podobna do żadnego języka ani na Bałkanach ani tym bardziej w Europie Zachodniej, przez co niezwykle utrudniający dotarcie do owych wspólnot i struktur (brak odpowiedniej ilości tłumaczy czy osób znających biegle ten język). No i religia – większość Albańczyków to muzułmanie. Co prawda w podstawowej masie jest to wersja islamu light, ale zainwestowane w budowę meczetów i medres miliardy petrodolarów (zarówno w Kosowie jak i w Albanii właściwej), edukacja na płw. Arabskim rzeszy mułłów i przewodników duchowych, muszą dać za jakiś czas określony, purytański, wahhabistyczny efekt. Podobnie miała się (i ma) rzecz w sąsiedniej Bośni. Arabia Saudyjska jest głównym sponsorem rozprzestrzeniania się tej właśnie wersji religii Mahometa, która jest doskonałą płaszczyzną dla szerzenia ideologii islamistycznej.

No i wreszcie na koniec warto poruszyć  zasadniczy element związany z potokiem uchodźców podążających przez Bałkany do granic Unii. Szlak wiedzie od Grecji, przez Macedonię, Kosowo do Serbii, a potem na granicę z Węgrami lub Chorwacją. Bezdyskusyjny jest znaczący udział Kosowarów w przemycie czy transporcie tych dziesiątek tysięcy ludzi na granice unijne (przy stanie gospodarki i jakości życia jest to aktualnie doskonałe – i jedynie pewne – źródło utrzymania rzesz obywateli Kosowa). Serbia informuje, iż wzdłuż szos i linii kolejowych wiodących do granic Unii Europejskiej od początku wspomnianego exodusu znajdować można setki, tysiące paszportów wystawionych przez administrację Kosowa.

Od chwili uzyskania niepodległości opuściło kraj ponad 25 % ludności (rok 2016 był rekordowy – 300 000). Apele władz o pozostanie nie dają rezultatu. Kraj dramatycznie się wyludnia (jak cała zresztą Europa Środkowa), znikł entuzjazm z racji uzyskanej niepodległości, panuje apatia i  wszechogarniająca potrzeba emigracji, ucieczki, wyjazdu; głównie do Niemiec, Szwajcarii czy Szwecji (gdzie znajdują się skupiska Albańczyków  – potwierdza to klanowo-plemienną strukturę funkcjonowania mniejszości albańskich także za granicami Albanii czy Kosowa). Taki efekt daje wg mnie – niezwykle popularna w mainstreamie i elitach – dewiza mesjanizmu demokratycznego uprawianego w sposób irracjonalny i nierealistyczny (jako typowe chciejstwo i koncert pobożnych życzeń) przez dzisiejsze elity Zachodu. Miało to miejsce zarówno w odniesieniu do Bliskiego Wschodu, Libii czy właśnie Kosowa.

W kontekście Kosowa wiosną 2016 roku jeden z komentatorów  >Der Spiegel< podczas  dyskusji telewizyjnej (kanał ZDF) nad całokształtem zagadnień związanych z problemami stwarzanymi przez istnienie Albanii-bis (jak niektórzy nazywają Kosowo) miał powiedzieć narzekającym przedstawicielom elit politycznych z Berlina i Brukseli: „Chcieliście tego bękarta to go utrzymujcie”.

Tekst  ten ma na celu przypomnienie o czymś, co we współczesnej polityce stało się – jak widać po Kosowie, Libii, Iraku czy wcześniej Erytrei (gdzie Isajas Aferweki przedstawiany był podczas secesji Erytrei jako szczery demokrata, niosący wartości Zachodu, a aktualnie okazuje się dyktatorem i ciemiężcą nie gorszym od Husajna i Kaddafiego, usuniętych siłą przez militarne interwencje Zachodu) – towarem deficytowym: odpowiedzialność i myślenie „do przodu”, jak w szachach, na kilka przynajmniej ruchów do przodu. Demokratyczny mesjanizm bez kontekstu kulturowego, socjologicznego, cywilizacyjnego (w tym mieszczą się zagadnienia stosunków religijnych na danym obszarze i uwarunkowań historycznych) jest wyłącznie wańkowiczowskim chciejstwem, podyktowanym najzwyklejszymi dobrymi chęciami (bądź ignorancją) – nie chłodną analizą i racjami rozumu – a nimi to podobno jest wybrukowane jedynie piekło. „A polityka bez realizmu politycznego nie jest polityką” (Bartłomiej Sienkiewicz).

RADOSŁAW S. CZARNECKI

 

Pozostaw swój komentarz

<

PRZYSZŁOŚĆ DEMOKRACJI #EuropeanTownHall Meeting 2018

Odwiedź nas

twitter

POLECAMY